Wróć do Spektakle

Igrając z burzą

Premiera: Contacting The World • Liverpool • lipiec 2008

Co może łączyć młodych obywateli Zambii, chcących chronić dzieci z Lusaki przed skończeniem na ulicy, z polskim zespołem Teatru Lustra Strona Druga? Pasja teatru to za mało. Jak mieli okazję przekonać się widzowie zgromadzeni na dziedzińcu gdańskiej Katowni, to przede wszystkim pasja poznawania świata, przyglądania się odcieniom wszystkich włókien, z których jest utkany i próby pozszywania go w miejscach, gdzie szpecą go rozdarcia. Igłą jest sztuka, nitką ludzie. Na współpracy obu ośrodków w ramach programu Contacting the World skorzystały nie tylko zaangażowane w nią zespoły, ale także spektakl. Przygotowywany wcześniej przez polską grupę pod kierunkiem Alicji Mojko i Maćka Gorczyńskiego, a przyprawiony szczyptą tańca i śpiewu afrykańskiego zespołu Barefeet, nabrał prawdziwie orientalnego smaku. Dla eksperymentów z takimi dziełami jak Burza niezwykle ważny jest pierwiastek magiczny. Konstrukcja spektaklu, w którą tak świetnie wpisali się ,,Berfici", wyglądała na przemyślaną i momentami wykraczała daleko poza dziedziniec, poza określoną przestrzeń, poza czas. Szepty, które dochodziły uszu spektatorów, gdy aktorzy przedzierali się przez czerwone skrzynie, uniwersalne i pomysłowo ograne elementy scenografii, tym razem będące pofałdowanym krajobrazem Wyspy, budziły ten szczególny rodzaj przyjemnego niepokoju, kiedy wie się, że nikomu nic się nie stanie, mimo iż cały sceniczny świat spowity jest mgłą tajemnicy i pajęczyną niepoznawalnych mocy. Prospero, grany przez Alicję Mojko, jest postacią, która czuje na sobie brzemię mitu. To on powołał pozostałych bohaterów dramatu do zaistnienia, on nad nimi panował, on wiązał supły z nici poszczególnych losów i wątków. Emanujący spokojem był kimś w rodzaju szamana. Muzyka, która towarzyszyła pozatanecznym fragmentom spektaklu, wydobywana była z prostych instrumentów, drewnianych oraz bambusowych (choć pojawił się także flet), i zamykała kolejne sceny w rytmie, co dodatkowo podsycało atmosferę niesamowitości. Nawet pogoda sprzyjała twórcom Igrając z burzą, bo choć fale pod łodzią Prospera i Mirandy były w rzeczywistości ,,kocimi łbami" dziedzińca, to wiatr, który je tworzył, wiał w żagle i targał włosy zarówno bohaterów sztuki jak i widzów, był bez wątpienia rzeczywisty. Opisując to zasługujące na szczególną uwagę wydarzenie Festiwalu, nie sposób nie wspomnieć o unoszącej się w powietrzu woni życzliwości i ogólnej radości z tworzenia teatru. Pomysł z poczęstowaniem wchodzących w mury Katowni widzów kubkiem ciepłej herbaty (lub czegoś, co tak właśnie smakowało) natychmiast rozchmurzył czoła wszystkich tych, którzy obawiali się spędzenia kilkudziesięciu minut w wieczornym plenerze. Może to zasługa ciepłego napoju, może pospektaklowej prezentacji umiejętności tancerzy z Barefeet, może niekończących się wyrazów radości Tobiasa Tembo z możliwości przyjechania do Polski, a może po prostu kawałek dobrego spektaklu sprawiły, że na godzinę przed północą w pobliżu Katowni w pochmurnym nastroju był wyłącznie księżyc.

Justyna Mazur, Gazetka Szekspirowska, 2008 .